Franciszka *

Jest kilka wspaniałych książeczek dla dzieci, których tekst zrósł się nierozerwalnie z ilustracjami. Spróbujmy wyobrazić sobie Kubusia Puchatka innego niż ten, którego wykreował Ernest Shepard albo Małego Księcia nie w autorskim wydaniu Saint-Exupery’ego. Podobnie Pan Tom, który buduje sobie dom i Pędrek Wyrzutek z uroczych książeczek Stefana Themersona na zawsze zachowają w pamięci czytelników postać nadana im piórkiem Franciszki Themerson, żony pisarza. I zapewne w zbiorowej świadomości szerokich rzesz czytelników w Polsce artystka ta już zawsze kojarzyć się będzie z tym, co najlepsze w dziejach polskiej ilustracji do literatury dziecięcej (nawiasem mówiąc niedawno wznowiono Kaczkę Dziwaczkę Jana Brzechwy z obrazkami także F .T.). Jakżeż to sympatyczna, ale i ogromnie zawężona klasyfikacja; niestety wystawa, która miała poważną szansę utrwalenia znacznie pełniejszego image’u tej ogromnie złożonej osobowości twórczej, odbyła się w szczególnie niefortunnym momencie na przeprowadzanie jakichkolwiek rewizji w sferze kultury, mianowicie na przełomie lat 1981 i 1982 **.

Franciszka Themerson urodziła się w Warszawie w 1907 roku w rodzinie pianistki i malarza (Łucja i Jakub Weinlesowie), dość naturalną więc koleją rzeczy pobierała nauki w obu dyscyplinach uprawianych przez rodziców. Najpierw była szkoła muzyczna, następnie studia pod kierunkiem Tadeusza Pruszkowskiego i Władysława Skoczylasa w Akademii Sztuk Pięknych, ukończone z wyróżnieniem w 1931 roku. W tym samym roku poślubiła niedoszłego architekta Stefana Themersona, zaraziwszy się od niego wcześniej pasją filmową. Pisanie i ilustrowanie książeczek dla dzieci było dla małżeństwa Themersonów zajęciem niejako wymuszonym brakiem pieniędzy na realizację filmów, których jednak udało im się w latach 1930-37 zrealizować aż pięć (nie licząc dwóch powstałych w czasie wojny w Anglii). Dorobek ten dał Themersonom pozycję klasyków polskiego kina awangardowego. ugruntowaną jeszcze sławą redagowanego przez nich pisma „f. a.” (film artystyczny). A później był epizod paryski (do Francji wyjechali w 1937 roku). przerwany wybuchem wojny, która rzuciła ich oboje do Anglii. Tu założyli w roku 1948 oficynę Gaberbocchus Press, której Pani Franka została kierownikiem graficznym. W publikacjach tegoż wydawnictwa ukazały się jej najlepsze ilustracje (m. in. do książek Bertranda Russella i oczywiście męża), wśród których prawdziwą rewelacja stały się rysunki do „Króla Ubu” Alfreda Jarry. Pociągnęły one za sobą zamówienia na scenografię od inscenizatorów tej sztuki w Londynie (1952 – Institute of Contemporary Arts; maski do tzw. czytania „Króla Ubu”) í Sztokholmie (1964 – Marionetteatern; spektakl z muzyką Krzysztofa Pendereckiego pokazywany w wielu krajach). Dla Marionetteatern w Sztokholmie zaprojektowała Franciszka Themerson również dekoracje do „Opery za trzy grosze” Bertolta Brechta (1966).

Rysowała wiele. Podobno już mając trzy latka z okładem zarysowywała każdą dostępną jej płaszczyznę (pierwszy wielki temat: aniołki siedzące na nocniczkach) i trzeba przyznać, że jej „dorosłe” dzieła w swej wyrafinowanej prostocie zachowały jakąś dziecięcą właśnie świeżość. Wypracowała swój niepowtarzalny styl, oparty na konturowej, delikatnej, lecz śmiałej kresce, niekiedy łączonej z rozlewającą się plamą tuszu. Tymi skromnymi środkami tworzyła aluzyjne, poetyckie kompozycje z przenikających się profili, sylwetek i oczu, pełne filozoficznej zadumy. Przede wszystkim jednak uprawiała malarstwo. Również w nim dominująca rola przypadła kaligraficznej jakby linii, niby tej samej co w rysunkach, a jednak potraktowanej bardzo malarsko. Obrazy Franciszki Themerson, zwłaszcza te z ostatniego okresu życia, są właściwie reliefami w grubej warstwie białej najczęściej farby, pokrytej tylko cieniutką warstwą barwnego laserunku. Wydaje się, że w tych osobliwych graffitti sięgających jeszcze rytów naskalnych, ludzka, bezinteresowna potrzeba pozostawienia najbardziej prymarnych obrazów-znaków, świadectw obecności, osiągnęła najwyższy stopień plastycznej sublimacji.

Franciszkę Themerson przyrównywano do Saula Steinberga i Paula Klee. Są to jedynie wskazania dla tych, którzy jej prac nigdy nie widzieli, w jakim rejonie wrażliwości i wyobraźni należy je umieszczać. Artystce tej należy się niewątpliwie w historii sztuki XX wieku miejsce obok tych wielkich mistrzów. Obok nich, to nie znaczy: za nimi.

Niepowtarzalna atmosferę londyńskiego domu Themersonów oddala doskonale swego czasu Ewa Kuryluk dedykując im jedną ze swoich książek ,,z myślą o podróżach w czasie podejmowanych (…) przy herbacie i rogalikach w kuchni na Warrington Crescent” ***.

Uściślić wypada jedno, to nie były zwykle rogaliki, to były cudowne, gorące i pachnące croissanty, znana specjalność Pani Franki. Zdawało się, że te paryskie ciastka promieniowały szczególnym ciepłem ducha gospodyni. Franciszka Themerson roztaczała bowiem wokół siebie niezwykłą, pogodną aurę wewnętrznego piękna artysty, który w twórczości odnalazł prawdziwe spełnienie i sens życia. To bogate życie dobiegło swego kresu: Franciszka Themerson zmarła 29 czerwca 1988 przeżywszy 81 lat i jeden dzień.

Marcin Giżycki
zdj. Mère Ubu i Franciszka – fotomontaż Stefan Themerson


* Marcin Giżycki, Franciszka Themerson (1907- 1988) w: Stefan Themerson. Jestem czasownikiem, czyli zobaczyć świat inaczej, Dom Kultury w Płocku i Klub Artystyczny Płocczan, Płock 1993, s. 158-159
** Stefan i Franciszka Themerson. Poszukiwania wizualne, Muzeum Sztuki w Łodzi, XII 1981 -I 1982; „Zachęta”, Warszawa, lll 1982; Muzeum Narodowe we Wrocławiu, IV1982.
*** Podróż do granic sztuki, Kraków 1982

Skip to content